sobota, 2 lutego 2013

Szczęśliwy powrót cz.4

W samochodzie Piotr zaczął temat wyjazdu razem.
-Wiesz myślałęm o wspólnym wyjeździe.
-Tak? A jakim?
-Możemy pojechać...- zastanawiał się Piotr.
-W góry- wtrąciła się Hana.
-Dobrze pojedźmy w góry. To znaczy że się zgadzasz na ten wyjazd?
-Oczewiście.
-Tylko musimy ustalic kiedy.
-Jak najszybciej musze oderwać się od rzeczywistości.
-Nie rozumiem.
-Musze odpocząć od tego wszystkiego. Najpierw śmierc Jamesa później jego cudnowne zmartwychwstanie, wypadek, strata dziecka no i jeszcze myślałam że ty już o mnie zapomnałem że mnie nie kochasz.
-No tak ale teraz już jestem przy tobie.
-Wiem o tym.
Gdy dojechali na miejsce Hana sama weszła do mieszkania. W środku był James.
-Co ty tu robisz?- zapytał James.
-Ty dla mnie nie żyjesz, umarłeś 2 lata temu ja jestem wdową.- wykrzyczała Hana.
-Ale ty wiedziałaś dlaczego to......
-Żegnaj!!!- Hana wyszła nie zabierając swoich rzeczy ponieważ nie miała ochoty na dalszą rozmowe ze swoim "mężem".
-Piotr mozesz iść po moje rzeczy bo w środku jest James, a ja nie mam ochoty na tłumaczenie mu tego.
-Dobrze zaczekaj tu na mnie.
Piotr wszedł do domu. James siedział przy laptopie i przeglądał zdjęcia Hany i Piotra.
-Po co tu przyszedłeś?
-Po rzeczy Hany.
-Zostaw "moją" Hanę w spokoju.
-Człowieku zrozum ona cie nie kocha.
-Hana mnie kocha i gdyby nie ty juz dawno bylibyśmy szczesliwi RAZEM.
-Dobra zakończmy tę rozmowe ona do niczego nie prowadzi.
-Nie pozwole odebrac Hany.
-Skończ juz. Musze spakowac Hane, jest strasznie zmęczona.
James miał coś powiedziec ale to przemyślał i zamilkł. Piotr spakował rzeczy ukochanej i wyszedł. W samochodzie siedziała śpiąca Hana. Piotr po cichu wsiadł i odjechał z pod "domu Hany". Gdy dojechali na miejsce Gawryło wniósł najpierw rzeczy Hany, a później chciał przenieść Goldberg, miał ją już na rękach gdy nagle się obudziła.
-Co robisz?
-Zasnęłaś chciałem cię przenieść no i .....
-Dobra dobra nie tłumacz się juz. Ja nie ma nic przeciwko mozesz mnie zanieśc.
-Ale ty juz nie śpisz.
-No nie śpie ale martwiłeś sie że wstałam wiec...
-No dobra ale jedziemy windą.
-Dobrze panie doktorze, tylko jest mały problem.
-Jaki?
-Winde mamy zepsutą.- Hana zaczęła sie śmiać.
-Bardzo śmieszne.No to pójdziemy schodami.
Ranek godzina 9.
Hana i Piotr rozmawiają przy śniadaniu.
-Co z naszym wyjazdem?- zapytał Piotr.
-Jak dla mnie to możemy jechać nawet jutro.
-To bierz urlop ja też wezme i jutro wyjeżdżamy.
-Dobrze.
-A co z Jamesem? Kiedy składasz pozew o rozwód?
-Zrobie to dzisiaj. Złoże pozew później rozwód i postaram się zapomnieć o tym wszystkim.
-Nie przejmuj sie tym wszystko będzie dobrze.
-Licze na to. Mam nadzieje ze limit nieszcześć w moim życiu się skończył.
-Będzie dobrze.
-Jedźmy już bo się spóźnimy do pracy.
-Dobrze.                              
                               


                                                     Mamy nadzieje że sie podoba no i czekamy na komentarze.:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz